Obecnie szacuje się, że flotylla promów kosmicznych w obecnym kształcie będzie mogła służyć jeszcze do roku 2020, jednak ich utrzymanie nadal będzie kosztować fortunę, co biorąc pod uwagę cięcia budżetu NASA może się tylko skończyć kolejnymi katastrofami. Obecnie szacuje się, że koszta przenoszenia kilograma ładunku w optymistycznym wariancie kosztuje około 1000 dolarów amerykańskich. Biorąc pod uwagę to ile ważą wynoszone w kosmos części, łatwo zdać sobie sprawę z ogromu kosztów. Przyszłość wahadłowców nie jest tak różowa, jak ją rysowano na początku lat osiemdziesiątych, co nie oznacza końca lotów w ogóle. Można wrócić do starego pomysłu rakiet jednorazowych. Widok ciasnej kapsuły opadającej do morza na spadochronie może nie przypomina ?Gwiezdnych Wojen”, ale za to jest tańsze. Są jeszcze Rosjanie i ich statek Sojuz, którego start kosztuje około 60 mln dolarów – 8 razy mniej, niż start promu.
Ogólnie coraz częściej pojawia się pytanie po co potrzebny jest człowiek w kosmosie? Pracujące tam urządzenia doskonale dają sobie radę bez niego. Do tej pory sondy dotarły już na wszystkie planety układu słonecznego, zwiedziły po drodze kilka księżyców. Człowiek podąży ich śladem dopiero za lat kilkadziesiąt jak dobrze pójdzie i jak wymyślimy odpowiednią technologię. Zasiedlanie kosmosu – fajna sprawa, ale najpierw trzeba spokojnie przemyśleć wszystkie za i przeciw, zaplanować podbój, nie działać pochopnie i na siłę. Dopiero wtedy mamy szansę odnieść sukces.